Friday, September 20, 2013

jestem niespełnioną kurą domową w cęgach ponowoczesności

dzisiaj był mój ulubiony dzień, czyli od rana sprzątałam, praniem w domu pachnie. potem jabłuszka przebierałam, by na szarlotkę najlepsze wybrać. jedną ręką szarlotkę, a drugą obiad robiłam. potem na kanapę siadłam, a stopy w laczkach na stół zarzuciłam, herbatkę na trawienie popijałam. o kury domowe, dziś łączę się z wami w błogości, nie bólach.

Tuesday, September 3, 2013

podsumowanie lata

ano jesień:( to były na pewno najkrótsze wakacje ze wszystkich, w sensie, że takie mam wrażenie, bo trwały tyle samo co zawsze podobno. niby jeszcze wrzesień, ale to już nie wakacje, jak dzieciarnia się nie szwenda, tylko siedzi za płotem szkoły, a po monciaku nie chodzi ślunsk z gołą klatą i browarem w ręce. to jest notka terapeutyczna, ma na celu spisanie tego, co mimo wszystko w ciągu lata się zadziało i było coś warte, by nie zostać z tym wrażeniem, że lato zaczęło się wczoraj, dziś się kończy i nie wydarzyło się nic. no tototo:
- Na pożegnanie szkoły miałam prezentację z podsumowaniem badań z poprzedniego roku i to jest ważne, żeby to zapisać dla potomności, a przede wszystkim w sobie wdzięczność pielęgnować, że, biorąc pod uwagę okrutne realia tej pracy i posuchę, jaka towarzyszyła mi przez dłuższy czas, TEN ROK POD WZGLĘDEM BADAŃ BYŁ CAŁKIEM PRZYZWOITY. szok.
- Wakacjami w rozumieniu urlopu i wypoczynku tego nazwać nie można, ale tak to wyszło, że lato dla mnie rozpoczęło się w tel avivie. Mimo stresu, wrażeń było dużo, większość cennych, i szkoła pokory. Psychosomatyczne objawy stresu/nerwicy to też jakieś nowe doświadczenie:) Ale finał był miły, a jak jeszcze odleglejszym finałem całej tej przygody będzie udany projekt, nad którym pracujemy teraz razem z Liz i Gosią, to już zupełnie będę w stanie za parę lat uwierzyć, że w izraelu było wspaniale:) A Jerozolima wspaniała i piękna, i bez deformacji pamięci.
- Najpiękniejsze letnie wspomnienie - wakacje u rodziców, na kolacje pieczony przez mamę chleb, z masłem i miodem prosto z plastra, do tego gorące mleko w grubym kubku, potem "piżama i do łóżka" o 21, książka, świerszcze za oknem, komary żrące. Bezcenne, piękne chwile w lipcu. To też warto zapamiętać, że tydzień spędzony w domu z rodzicami był najfajniejszymi wakacjami, a przecież kiedyś wakacje polegały na tym, że się z niego uciekało.
- Kraków z niną.
- Powtórka z historii. 
- Miodowe szaleństwo.
- Beztroskie kąpiele w jeziorze podczas weekendu w śluzie.
- Wspaniałym dniem była wyprawa rowerowa z przemkiem, odkrycie nowego portu, lunch w perle bałtyku. A także ucieczka z monciaka w niedzielne popołudnie i szwendanie się po bocznych uliczkach, willa bergera, winiarnia.
- Dziesiątki filmów against, te wszystkie wieczory w mewie i na kanapie z rzutnikiem. Rozmowy po nich i to wszystko, co w nas zmieniły i do czego inspirują.
- Skoro film, to niezwykły wieczór w klubie filmowym w gdyni na "końcu czasu" metlera. Prawie trzy godziny filozoficznej rozkminy o znaczeniu czasu, za mną magda, najbliższa osoba z czasów dzieciństwa, po prawej kamil, najbliższa osoba z czasów liceum, po lewej nin, najbliższa teraźniejsza. To było coś. Moc, moc, moc.
- Kamil. Bezkonkurencyjny. I (przełomowa) rozmowa o skromności.
- Przemulek. Piękne chwile razem, dużo ważnych rozmów, dużo radości, ciepła, przyjaźni, inspiracji. Bardzo dobry czas razem.

Taka prosta sztuczka, a działa. Przyjemnie było to spisać.

 

Wednesday, July 31, 2013

Saturday, June 8, 2013

Saturday, May 25, 2013

zostałam malgorzatą terlikowską

Znajdź wszystkie koty na obrazku.





Thursday, May 16, 2013

MIESZKAMY PRZEZ CAŁY TYDZIEŃ W WARSZAWIE STOP ŁAZIMY NA PLANET+ DOC FILM FESTIVAL STOP BIEGAMY W ŁAZIENKACH STOP I SZLAJAMY SIĘ PO KNAJPACH STOP ZALICZYLIŚMY MĄKĘ I WODĘ STOP 6/12 STOP SŁODKI SŁONY STOP COFEE KARMA STOP AIOLI STOP MOMU GASTROBAR STOP MY OH MY STOP 12 STOLIKÓW STOP PARODON TO TU STOP KFC STOP KFC STOP I CHYBA JESZCZE RAZ KFC STOP KFC JEST PO DRODZE NA FESTIWAL JAKBY CO STOP FESTIWAL URYWA DUPĘ! STOP I AMEN. 


Sunday, April 21, 2013

ale mieliśmy fajny weekend w warszawie! zaliczyliśmy "zbrodnię i karę" w teatrze powszechnym (ja co prawda trochę przysypiałam pomiędzy tym, jak posyłałam wrogie spojrzenia szkolnej wycieczce), ale przemkowi się podobało:) potem próbowaliśmy odkryć nocny potencjał pragi. ta próba była niezbyt udana. na ząbkowskiej tyle jest knajp, że zanim zdążyliśmy się obejrzeć, już się skończyły. może na jakiejś innej ząbkowskiej byliśmy:) stamtąd poszliśmy na francuską, gdzie poza kebabem było otwarte jedno miłe miejsce, ale wyprosili nas o 23.30, bo zamykali. no kurde, to gdzie ta warszawa się bawi? najwyraźniej gdzieś w ukryciu przed nami. byliśmy też w muzeum narodowym na XX i XI wieku, super cool i polecamy. postanowiliśmy też zaliczyć ostatnio kultowe miejsca pielgrzymek młodzieży. byliśmy w budzie zwanej solec44, nawet dwa razy, bardzo przyjemne miejsce. szlajaliśmy się po śródmieściu południowym, poznańską, mokotowską, żurawią, zaliczając co fajniejsze miejsca. tęczę wójcik widzieliśmy spaloną, nawet w charlotte byliśmy na śniadaniu z hipsterstwem. i szczotkę do włosów kupiłam w szczotkarni na pozńaskiej od pana, co to całe życie pała się robieniem szczotek z dzika. i w łazienkach byliśmy pięknych. i maraton warszawski oglądaliśmy. a naj naj naj była kolacja w warszawie wschodniej mateusza gesslera. siedzieliśmy przy kuchni, spędziliśmy tam kilka godzin, wina trochę za dużo i z dwoma daniami nie miałam pełnego kontaktu, niektóre były wzorowe, w pełni zrozumiałam metaforę niebo w gębie zgryzając karczek cielęcy. gwar, tłum, dźwięk stukania sztućców, szkła, talerzy, a za oknem mrok i cicho - atmosfera, którą kocham wybitnie, prawie tak jak leżenie w słońcu na sofie. to był wieczór rozkoszy i bankructwa. teraz będziemy odmrażać zapasy od mamy. także zaszaleli my w stolycy, ale trójmiasto i tak jest najlepsze!